baner

Intro Artykuły ORP Błyskawica Ekspozycje Modele Literatura Galerie Quiz Linki Forum

31 "Cyplowa" Bateria Artylerii Nadbrzeżnej im. Heliodora Laskowskiego

obrazek

Geneza powstania baterii.

Do końca II wojny światowej artyleria nadbrzeżna stanowiła podstawowy środek ochrony dla baz i portów państw
nadmorskich. Na przestrzeni wielu wojen działa artylerii nadbrzeżnej udowodniły, że mogą zablokować działania o wiele silniejszego przeciwnika lub zadać mu poważne straty. Nic więc dziwnego, że kiedy odrodzona Polska uzyskała dostęp do morza, Kierownictwo Marynarki Wojennej już w roku 1926 postanowiło o budowie takich baterii.
Na miejsce ich lokalizacji wybrano półwysep Helski ze względu na naturalne dogodne warunki obronne i świetne możliwości operacyjne - bateria usytuowana na końcu półwyspu miałaby bardzo szerokie pole ostrzału, zarówno od strony pełnego morza jak i od strony zatoki. Z powodzeniem mogłaby bronić ogniem swoich dział dostępu do bazy marynarki wojennej na Oksywiu.

obrazek

Pierwotnie rozpatrywano możliwość zakupu dwóch baterii dział kalibru 305mm i dwóch kalibru 155mm w Estonii. Transakcja ta nie doszła do skutku ze względów finansowych - Polski nie stać był na taki wydatek. Następny projekt z wiosny 1930 roku przewidywał budowę baterii złożonej z dwu armat kalibru 340mm, ale i ten projekt nie wyszedł poza fazę planowania. W 1934 roku na półwyspie ustawione zostały dwie baterie tymczasowe, uzbrojone w dwa lądowe działa kalibru 105 mm każda.

obrazek
Wejście do stanowiska

Dopiero w 1933 roku, gdy KMW nawiązało kontakt ze szwedzką firmą Bofors, udało się w końcu doprowadzić do zakupu dział. Negocjacje zakończyły się sukcesem głównie ze względu na to, że strona szwedzka zgodziła się w rozliczeniu przyjąć polski węgiel.

Rozpatrywano możliwość zakupu dział o jednym z trzech kalibrów:305, 240 lub 152,4mm. Ostatecznie, ze względów finansowych, postanowiono zakupić działa kalibru 152,4mm (jedno działo kalibru 305mm kosztowało 1100 tys. koron szwedzkich, a działo 152,4mm - 210 tys. koron). Umowę na zakup czterech dział, 400 sztuk amunicji kruszącej i 400 sztuk amunicji przeciwpancernej podpisano 30 grudnia 1933 roku. Łączny koszt dostawy wynosił 1268 tys. koron (jeden pocisk kruszący kosztował 435 k.sz., a przeciwpancerny 635 k.sz.), czyli około 1963 tys. złotych, co było równowartością 125 tys. ton węgla. Dla porównania można dodać, że łączny koszt budowy dwóch niszczycieli klasy Grom wynosił 27400 tys. złotych.

obrazek
Schron baterii cyplowej

Do zakupionych dział należało wybudować odpowiednie stanowiska. Projekt taktyczno-fortyfikacyjny rozmieszczenia baterii opracował major Rudolf Fryszkowski wspólnie z ppor. inż. Henrykiem Wagnerem, a projekt techniczny - por. Włodzimierz Dołęga-Otocki. Wszelkie prace budowlane zostały wykonane przez polską prywatna firmę Jaskólskiego i Brygiewicza za sumę 400 tysięcy złotych. Stanowisko baterii umiejscowiono na cyplu Helu na terenie iglastego lasu. Dla każdego z czterech dział wybudowano oddzielne stanowisko, chronione bocznymi żelbetowymi ścianami i stropem o grubości 2 metrów. Mogło one przetrzymać bombardowanie pociskami kalibru do 203mm. Pod działami znajdowały się komory amunicyjne z dwoma przedziałami: na łuski i na pociski. Każde stanowisko miało kształt prostopadłościanu i ważyło około 800 ton (piaszczyste podłoże wymagało solidnych i stabilnych platform artyleryjskich).

Wybudowany został również schron bojowy dla załogi baterii, natomiast centrala artyleryjska, aż do wybuchu wojny znajdowała się w budynku z blachy falistej.Kierowanie ogniem odbywało się z drewnianej wieży, na której umieszczono dalmierz geodezyjny produkcji Polskich Zakładów Optycznych. Mierzył on z dokładnością do 50 metrów na odległość 20 tys. metrów. Strzelenie przeprowadzano z dalocelowaniem i daloodpalaniem z centrali artyleryjskiej. Łączność zapewniała centrala telefoniczna tymczasowo ulokowana w baraku.

obrazek
Schematyczny rysunek stanowiska działowego baterii im. H. Laskowskiego

Zakupione działa przywiózł do Polski, w lipcu 1935 roku, transportowiec "Wilia". Wyładowano je w Gdyni, a następnie koleją przetransportowano na Hel. W październiku 1935 roku bateria wykonała pierwsza strzelania techniczne, a w 1936 oddano ją do użytku. Nadano jej numer XXXI i nazwano imieniem Heliodora Laskowskiego.

Komandor podporucznik Heliodor Jan Laskowski urodzony w 1898 roku,był inżynierem artylerii morskiej, zajmował od 1930 roku stanowisko Szefa Artylerii i Uzbrojenia w KMW. Wybitny specjalista od artylerii - inicjator budowy baterii cyplowej (również jego pomysłem było nietypowe rozmieszczenie artylerii głównej na niszczycielach typu Grom - wieża podwójna nad pojedynczą). Po śmierci w 1936 roku baterię cyplową zaczęto nazywać jego imieniem.

Szwedzkie działa Boforsa wz. 35 okazały się świetną i sprawną bronią, miotały pociskami (o masie 45kg) burzącymi na odległość 26600 metrów, a przeciwpancernymi na odległość 22400 metrów. Mimo dużej siły ognia, bateria ta nie mogła się jednak mierzyć z okrętami większymi od krążowników. Z tego powodu KMW podjęło kolejne starania mające na celu wzmocnienie artylerii nadbrzeżnej. Pojawiło się wiele propozycji (m.in. zakup dział 305mm ze starych francuskich pancerników, czy pozyskanie dwóch angielskich monitorów), ale wszystkie one nie wyszły poza zakres rozmów wstępnych.

obrazek
Zamaskowane działo baterii cyplowej

I tak we wrześniu 1939 roku Polska dysponowała na Helu jedynie trzema bateriami, które tworzyły Dywizjon Artylerii Nadbrzeżnej (DAN) dowodzony przez komandora podporucznika S. Kukiełkę. W skład DAN-u wchodziły trzy baterie: wspomniane wyżej dwie baterie dział kalibru 105mm o numerach XXXII i XXXIII oraz XXXI "cyplowa" bateria im. Heliodora Laskowskiego dowodzona przez kapitana Zbigniewa Przybyszewskigo, z zastępcą podporucznikiem Bolesławem Chrostowskim. Baterie XXXII i XXXIII zastały usytuowane od strony otwartego morza i miały służyć jako ochrona przeciw desantowa.

Kampania wrześniowa.

Od dnia 24 sierpnia bateria XXXI została postawiona w stan gotowości bojowej. Przybyli nowi rezerwiści, których poddano intensywnemu szkoleniu. Zarządzono obserwacje nieba i morza, wprowadzono wachty bojowe. W dniu rozpoczęcia II wojny światowej, 1 września 1939 roku, odbył się pierwszy nalot na baterię, nie spowodował on jednak żadnych strat. Drugi nalot w godzinach popołudniowych został przeprowadzony przez dwie grupy samolotów, które miał za zadanie wyeliminować okręty wojenne stacjonujące w porcie oraz zniszczyć baterię cyplową. Ponieważ w tym czasie w porcie nie było żadnych okrętów, obie grupy skupił się na zniszczeniu baterii.

obrazek
Kapitan Przybyszewski przy niewypale bomby

Niemieckie dowództwo chciało jak najszybciej wyeliminować działa baterii, aby umożliwić wytrałowanie min i swobodną żeglugę dookoła półwyspu. Niemieckie samoloty zostały przywitane silnym ogniem przeciwlotniczym, który uniemożliwił dokonanie precyzyjnych bombardowań. 31 bateria wyszła z nalotu bez poważniejszych strat (wyleciał w powietrze skład amunicji do dział kal. 75mm, kilka osób zostało rannych). Po nalocie załoga, w celu polepszenia obrony przeciw odłamkowej, obsypała ziemią centralę artyleryjską i obłożyła pomost wieży kierowania ogniem workami z piaskiem. O godzinie 22.00 bateria została postawiona w stan pogotowia bojowego, na wypadek konieczności wsparcia okrętów wykonujących operację "Rurka" (operacja została odwołana, ale rozkaz nie dotarł na czas do baterii). Kolejne naloty w dniu 2 września (najsilniejszy pod wieczór) nie przyniosły większych strat. Tego samaego dnia, w skład baterii włączono dwa działa kalibru 75mm wz.97, które zostały zdemontowane z rozbrojonych kanonierek.

obrazek
Niemiecki niszczyciel "Leberecht Maass"

Dnia 3 września została stoczona bitwa artyleryjska pomiędzy okrętami polskimi i niemieckimi, w której udział wzięły działa baterii cyplowej. O godzinie 6.35 na wodach Zatoki Gdańskiej pojawiły się dwa niemieckie niszczyciele klasy "Leberecht Maass". Prowadzący "Leberecht Maass" z dowódcą zespołu kontradmirałem G. Lütjensem oraz "Wolfgang Zeneker". Zespół niemiecki miał za zadanie rozpoznanie strat zadanych polskiej obronie po uderzeniach lotniczych. W porcie helskim stały unieruchomione okręty polskie niszczyciel "Wicher" i stawiacz min "Gryf". Krótko przed godziną 7.00 niemieckie okręty rozpoczęły ostrzał polskich jednostek, jednak ich ogień nie był zbyt elny - pierwsza salwa była o 3000m za krótka. Chwilę potem odpowiedziały polskie okręty. Wicher, strzelający do drugiego w szyku niszczyciela, zyskał nakrycie pierwszą salwą i przeszedł na ogień ciągły."Gryf" strzelający do prowadzącego niszczyciela wstrzelał się chwilę potem.

obrazek
Polski niszczyciel ORP "Wicher"

Podczas ostrzału, kilka niemieckich pocisków upadło na teranie baterii, uszkodziły one sieć łączności i klakson. Prawdopodobnie z tego powodu, dopiero po wymianie trzech salw, do walki przystąpiły cztery działa artylerii nadbrzeżnej. Okręty niemieckie znalazły się w ciężkich opałach i mimo to, że zdołały się już wstrzelać w okręty polskie, wykonały zwrot i skryły się za zasłoną dymną. Po wystrzeleniu 28 pocisków działa baterii przerwały ogień. Gdy dymy zasłony uległy rozproszeniu, zaobserwowano jeden stojący bez ruchu niszczyciel w odległości 26 tys. metrów. Drugi szedł z dużą prędkością w kierunku Piławy i do niego o godzinie 10.00 działa baterii ponownie otworzyły ogień. Po dwóch salwach, wstrzymano ostrzał, gdyż niszczyciel skrył się za zasłoną dymną.

Wynik starcia do dzisiaj budzi kontrowersje. Polska strona utrzymuje, że oba okręty niemieckie zostały uszkodzone, w tym "Leberecht Maass" ciężko ( trafienie pociskiem z "Gryfa" w działo "B"). W relacjach niemieckich pojawia się jedynie wzmianka o uszkodzeniu "Leberecht Maass" - trafienie w maskę działa "B" (4 zabitych i 4 rannych) pociskiem kalibru 152,4mm z baterii cyplowej. Wydaje się, że uszkodzenia musiały być większe, gdyż po bitwie okręt ten udał się na naprawy do stoczni w Świnoujściu (niektóre źródła podają, że przebywał tam, aż do 29 września).

Natomiast z polskich okrętów jedynie Gryf został trafiony dwoma pociskami, które nie wyrządziły dużych szkód na okręcie, ale za to śmiertelnie raniły cztery osoby. Trudno powiedzieć czy rzeczywiście "Leberecht Maass" został trafiony przez pocisk baterii cyplowej. Zarówno kapitan Z. Przybyszewski jak i kontradmirał G. Lütjens potwierdzali to trafienie, natomiast komandor F. Ruge, który po bitwie oglądał uszkodzony okręt był zdania, że zniszczenia wskazywały na pocisku mniejszego kalibru.

obrazek
Niemiecki pancernik "Schleswig-Holstein".

Tego samego dnia w wyniku ataków lotniczych zostały zatopione ostatnie polskie wartościowe okręty: ORP "Gryf" i ORP "Wicher". Baterii nie atakowano. W celu zapewnienia pewniejszej łączności, cenrtala telefoniczna zastała przeniesiona do schronu działa nr.3. Następne dwa dni minęły bez istotnych zdarzeń dla baterii. 6 września na wodach Zatoki pojawiło się zgrupowanie niemieckich trałowców i ścigaczy, do których kilkakrotnie otwierano ogień. Wrogie jednostki nie podejmowały jednak walki, kryjąc się w stawianych zasłonach dymnych i wycofując się poza zasięg dział. O godzinie 16 trałowce oddały kilka niecelnych salw. Następną akcją dział artylerii nadbrzeżnej, 9 września, był ostrzał pozycji niemieckich w pobliżu Kępy Oksywskiej, w wyniku którego niemiecka kolumna tankietek została zmuszona do odwrotu.W dniu 18 września, stacjonujący w porcie gdańskim pancernik "Schleswig-Holstein" rozpoczął o godzinie 17.00 ostrzał baterii cyplowej z dział głównych kalibru 280mm. Ogień okrętu był korygowany przez samolot krążący nad cyplem.

Działa polskie nie odpowiadają ze względu na zbyt duży dystans do niemieckiego okrętu. Na terenie baterii w pobliżu centrali artyleryjskiej, wybuchł jeden z niemieckich pocisków, który niegroźnie uszkodził dalmierz. O godzinie 19.00 "Schleswig-Holstein" wstrzymał ogień po oddaniu 20 salw. Jeszcze tego samego dnia załoga usuwa wszelkie drobne usterki powstałe podczas ostrzału.

obrazek
Maskowanie baterii

Rankiem 19 września niemiecki zespół złożony z trałowców rozpoczął ostrzał Kępy Oksywskiej. Walkę z nimi podjęła bateria "Canet" z jednym już tylko sprawnym działem kalibru 100mm. Po pewnym czasie do walki włączyła się bateria Laskowskiego, która dość szybko wstrzelała się w okręty niemieckie. Po uszkodzeniu trałowca "Nautilus" (od bliskich upadków pocisków), komandor Friedrich Ruge dowodzący zespołem trałowców, szybko wycofał swoje jednostki na redę portu gdyńskiego. O godzinie 10.30 "Schleswig-Holstein" rozpoczyna ostrzał baterii cyplowej. Jeden z pocisków upada w bezpośredniej bliskości działa nr.1 wyrywając potężny lej w betonowej platformie. Odłamki uszkodziły maskę oraz niektóre mechanizmy działa. Wszystkie uszkodzenia zostały niezwłocznie usunięte. W celu lepszego zabezpieczenia centrali artyleryjskiej przed niemieckim pociskami, przystąpiono do jej pokrycia warstwą betonu. Pracami kierował inż. ppor. H. Wagner. Przy okazji zabetonowano również lej po pocisku. O godzinie 14.00 na rozkaz dowództwa Rejonu Umocnionego, wysadzono w powietrze latarnie morską, która była dogodny punktem do wstrzeliwania się dla artylerzystów niemieckich.

obrazek
Schemat lokalizacji poszczególnych stanowisk działowych.

20 września do portu gdyńskiego przybył drugi niemiecki pancernik "Schlesien". Oba okręty rozpoczynają ostrzał cypla następnego dnia o godzinie 9.30. Mimo, że ogień okrętów niemieckich był korygowany przez samolot i tym razem uszkodzenia baterii cyplowej były znikome. 23 września od rana przez prawie cały dzień pancerniki bezskutecznie ostrzeliwują baterię cyplową.

Ponieważ dotychczasowy ostrzał nie przynosił Niemcom żadnych efektów, postanowili oni zmienić taktykę. Rano 25 września oba pancerniki w asyście trałowców wyszły na wody Zatoki Gdańskiej. Zbliżenie się do bateri cyplowej miało na celu zwiększenie skuteczności ognia pancerników. Mogłyby one wykorzystać całą swoją artylerię (łącznie 8 dział kalibru 280mm i 20 dział kalibru 150mm). Poza tym wciągnięcie baterii w pojedynek umożliwiłoby jej dokładną lokalizacje.

obrazek
Uszkodzenia na "Schleswigu-Holsteinie"

O godzinie 9.00 rano niemieckie pancerniki wraz z trałowcami, wyszły z Nowego Portu w Gdańsku i wzięły kurs na Gdynie. Około godziny 10.00, gdy odległość do baterii cyplowej wynosiła 15000 metrów, pancerniki rozpoczęły ostrzał korygowany za pomocą samolotu. Bateria cyplowa w chwilę potem odpowiedziała ogniem do prowadzącego "Schlesiena". Już jej trzecia salwa nakryła nieprzyjacielski okręt. Po paru salwach, na rozkaz dowódcy komandora Kurta Utkego, okręty osłony postawiły zasłonę dymną. Natychmiast ogień baterii został przeniesiony na drugiego w szyku "Schleswiga-Holsteina", który nieniepokojony do tej pory, zdołał się już wstrzelać w polskie stanowiska. Pociski kalibru 280mm zaczęły wybuchać na terenie baterii. Jeden z nich trafił w betonową platformę działa nr.3, poległo dwóch ludzi obsługi, a wielu zostało rannych. Eksplozja zerwała maskowanie, a gruz i odłamki powpadły w tryby działa. Jednak już po kilkunastu minutach uszkodzenia zostały naprawione. Wybuch następnego pocisku unieruchamia działo nr.1 i rani dowódcę baterii kapitana Zbigniewa Przybyszewskiego. Kolejne bliskie trafienie unieruchamia ponownie działo nr.3. Pozostałe dwa działa strzelały jednak dobrze i po chwili uzyskały trafienie w niemiecki pancernik. Pocisk uderzył w nadbudówki i eksplodował w ich środku. "Schleswig-Holstein" skrył się w zasłonie dymnej, a bateria ponownie przeniosła ogień na "Schlesiena". Chwilę potem, około godziny 11.18, oba niemieckie okręty przerwały walkę i wycofały się poza zasięg dział polskich. Niemieckie okręty łącznie wystrzeliły 159 pocisków kalibru 280mm i 209 pocisków kalibru 150mm. Dwa uszkodzone działa baterii zostały szybko naprawione. Rannego dowódcę zastąpił kapitan Bohdan Mańkowski.

obrazek
Wieża kierowania ogniem

Pancerniki ponownie zaatakowały Hel w dniu 27 września. O godzinie 9.00 okręty wyszły z portu gdańskiego. "Schleswig-Holstein" skierował się na południowe wody zatoki, a "Schlesien" popłynął w kierunku Kępy Oksywskiej. Pancerniki rozpoczęły ostrzał dopiero o 12.00. Początkowo do baterii strzelał jedynie "Schleswig-Holstein" i to jego wzięli na cel polscy artylerzyści. Pojedynek odbywał się na dystansie około 14000 metrów. Trzecia salwa obramowała niemiecki okręt. W chwilę potem pancernik zostaje trafiony w kazamatę działa kalibru 150mm, która zostaje uszkodzona. Również niemieckie pociski są celne - zostaje uszkodzona wieża kierowania ogniem. Wstrząs od wybuchu powoduje wytrącenie dalmierza z uchwytów. Lekkie uszkodzenia odnosi również centrala artyleryjska. Dalsze kierowanie ogniem odbywa się ze stanowiska działa nr.2. W tym momencie dowódca "Schleswiga-Holsteina" rezygnuje z dalszej walki. Polskie działa przenoszą ogień na drugi pancernik, który już wcześniej przyłączył się do ostrzału. Jednak, gdy tylko pierwsze pociski zaczynają wybuchać w bezpośredniej bliskości "Schlesiena" i on przerywa walkę i wycofuje się na bezpieczną odległość. Była to ostatnia walka baterii Laskowskiego z niemieckimi pancernikami, które zużyły już całą amunicję (na próżno zresztą), a ich działa zostały rozkalibrowane od ciągłych ostrzałów polskich pozycji.

obrazek
"Schleswig-Holstein" pod obstrzałem baterii cyplowej.

28 września dowództwo nad baterią przejął ponownie kapitan Z.Przybyszewski, który wypisał się ze szpitala na własną prośbę. Usuwano drobne uszkodzenia. Wieża kierowania ogniem zostaje umocniona pancernymi blachami i obniżona (po niemieckich ostrzałach i bombardowaniach wieża znacznie wystawała ponad kikuty sosen, wśród których wcześniej była ukryta). 31 września dowódca obrony Helu kontradmirał Józef Unrug, mimo że większość obrońców chce kontynuować walkę, podejmuje decyzję o kapitulacji. Termin wyznaczono na 2 października na godzinę 10.00.

W nocy z 1 na 2 października załoga baterii cyplowej rozpoczyna niszczenie swoich stanowisk - centrali artyleryjskiej, dalmierzy, przyrządów celowniczych. Dwa zamki dział zostały zniszczone, a dwa pozostałe wymontowane i zatopione w morzu.

2 października Dowódca Floty, w obecności całego korpusu oficerskiego, podziękował kapitanowi Zbigniewowi Przybyszewskiemu za bohaterską walkę i wspaniałą postawę całej załogi baterii.

Późniejsze losy.

Po kapitulacji Helu, Niemcy przejęli baterię i postanowili przywrócić jej sprawność bojową. Dwa zamki zostały dokupione w zakładach Boforsa w sympatyzującej z Rzeszą Szwecji. Na ich podstawie dorobiono dwa pozostałe zamki. Do końca nie wiadomo, czy bateria brała jeszcze udział w działaniach wojennych, gdyż nie zachowały się żadne pisemne relacje z tego typu akcji. Naoczni świadkowie twierdzą jednak, że działa kilkakrotnie otwierały ogień do wojsk i okrętów radzieckich w 1945 roku.

Po zakończeniu wojny, tereny półwyspu Helskiego znajdowały się pod juryzdykcją Armii Czerwonej, aż do 2 października 1946 roku. Po przejęciu kontroli nad półwyspem przez polską marynarkę, stanowiska baterii stanowiły schronienie dla różnego rodzaju uchodźców. W stanowisku numer jeden został rozpalony ogień, który szybko objął wszystkie pomieszczenia. Ponieważ w komorach amunicyjnych znajdowało się jeszcze sporo pocisków, całe stanowisko wraz z działem wyleciało w powietrze.

Szczątki działa Nr.1 (t.j. część zamkowa z lufą) zostały odnalezione później przez saperów i dzisiaj można je oglądać na Ekspozycji Broni Morskiej Garnizonu Marynarki Wojennej Hel.

W kwietniu 1948 roku komisja, która badała przydatność dział Boforsa wydała ostateczny werdykt o ich nikłej wartości bojowej. Działa zostały zdjęte ze stanowisk i zakonserwowane. W późniejszych latach, z pozostałych trzech dział, dwa postanowiono zachować dla celów muzealnych. Działo Nr.3 z oryginalnym zamkiem Boforsa, dokupionym w Szwecji, zostało przekazane do Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni. Dzisiaj można je oglądać na plenerowej ekspozycji broni i uzbrojenia morskiego przy Bulwarze Nadmorskim. Działo Nr.2 z zamkiem dorobionym przez Niemców, znajduje się w Warszawie w Muzeum Wojska Polskiego. Natomiast działo Nr.4 zostało pocięte na złom.

obrazek
Działo z gdyniskiego muzeum.
obrazek
Działo z warszawskiego muzeum.

W latach 1948-49 baterii została przywrócona sprawność operacyjna. Uzbrojono ją w cztery radzieckie armaty morskie kalibru 130mm typu BS-13 wz.35, przeznaczone pierwotnie dla planowanej baterii na Westrpllate. Wybudowano jedno nowe stanowisko w oparciu o projekt przedwojenny, pozostałe trzy przebudowano nieznacznie w celu dostosowania ich do nowych dział. Nowe stanowisko ulokowano za stanowiskiem Nr.4 przez co zmieniła się kolejność numeracji - stanowisko Nr.2 stało się stanowiskiem Nr.1 i dalej analogicznie (Nr.3 na Nr.2 itd). W 1950 roku bateria otrzymała nową nazwę - 13 Bateria Artylerii Stałej (13 BAS). Bateria przetrała do połowy lat 70-tych, kiedy to rozpoczęto likwidację artyleri nadbrzeżnej.

Wszystkie cztery stanowiska przetrwały do dziś. Na jednym z nich stoi jeszcze działo kal. 130mm. Inne z dział typu BS-13 wz.35 można oglądać w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

obrazek
Radzieckie działo BS-13 w MWP w Warszawie.
obrazek
Dzisiejszy wygląd jednego ze stanowisk barerii.

Na koniec wspomnieć należy o tragicznych losach dowódcy baterii im. H. Laskowskiego kapitana Zbigniewa Przybyszewskiego.
Po wojnie w 1946 roku został on awansowany do stopnia komandora i odznaczony, za Kampanię Wrześniową, orderem Virtuti Militari V klasy. We wrześniu został dowódcą nowo utworzonego 31 Dywizjonu Artylerii Nadbrzeżnej. Jednak już w 1950 roku władze komunistyczne oskarżyły go bezpodstawnie o zdradę i działalność na szkodę kraju. Dnia 21 lipca 1952 roku skazano go na karę śmierci. Mimo licznych apelacji i próśb o ułaskawienie lub złagodzenie wyroku (żona komandora Przybyszewskiego pisała nawet do prezydenta Bieruta) wyrok został wykonany 16 grudnia 1952 roku w Warszawie. Miejsce ostatniego spoczynku nie jest znane, gdyż zwłok nie wydano.
W 1956 roku komandor Zbigniew Przybyszewski został w pełni zrehabilitowany.

Literatura
Bolesław Chrostowski "Bateria im. H. Laskowskiego we wrześniu 1939 roku", Przegląd Morski 1947 nr.2
Jerzy Lipiński "Druga wojna światowa na morzu"
Edmund Kosiarz "Obrona Helu w 1939"
Edmund Kosiarz "Druga wojna światowa na Bałtyku"
Edmund Kosiarz "Salwy nad zatoką"
Edmund Kosiarz "Flota Białego Orła"
Jerzy Pertek "Wielki dni małej floty"
Jerzy Pertek "Mała flota wielka duchem"
Stanisław M.Piaskowski "Okręty Rzeczpospolitej Polskiej 1920-1946"
Antoni Seroka "32 dni obrony Helu"
Wojciech Zawadzki "Baterie artylerii stałej", MSiO 1998 nr.3
podziękowania za cenne informacje dla Edmunda Jarczyka, Witolda Podoskiego i Marka Twardowskiego.

<<< Poprzedni Artykuły Nastepny >>>