
| Intro | Artykuły | ORP Błyskawica | Ekspozycje | Modele | Literatura | Galeria | Quiz | Linki | Forum |
|
|
|||||||||
|
FLOTA WOJENNA DWUDZIESTOLECIA |
Tworzenie polskiej siły zbrojnej na morzu w latach międzywojennych nie było ani przez moment sprawą pierwszoplanową, bo i nie mogło być. Przypomnijmy pokrótce historię tamtych czasów. W pierwszym okresie, gdy państwo polskie dopiero się odradzało, problem zapewnienia Polsce szerokiego i nieskrępowanego dostępu do morza nie trapił wcale umysłów ówczesnych mężów stanu, zaprzątniętych jak przed wiekami ekspansją na wschodzie. Zwyciężyły więc najgorsze tradycje, gdy Polska zapatrzona w stepy ukraińskie odwracała się od Bałtyku. Na wschodzie nie dopięto postawionych sobie celów, a tymczasem na zachodzie i na północy sprawy ukształtowały się dla Polski jak najbardziej niepomyślnie. Prusy Wschodnie pozostały nadal częścią Rzeszy. Na mocy krzywdzącego Traktatu Wersalskiego ujście Wisły z Gdańskiem nie weszło w skład Rzeczypospolitej. Plebiscyty na Powiślu, Warmii i Mazurach przegrano. Polska otrzymała jedynie nikły, kilkudziesięciokilometrowy skrawek pustego nie zagospodarowanego wybrzeża, bez portów, bez stoczni, a połączonego z resztą kraju wąskim — jak go Niemcy nazwali — "korytarzem". Tradycje morskie nie były wówczas ani bogate, ani silne. Wprawdzie uchwalenie przez Sejm budowy Gdyni świadczyło o zachodzących zmianach, wprawdzie te poczynania wywołały żywe i przychylne zainteresowanie w społeczeństwie, lecz chodziło tu o sprawy nietrudne do zrozumienia, o naturalne korzyści płynące z rozwoju życia ekonomicznego. Sprzyjała temu zresztą ówczesna sytuacja polityczna — nie istniejący praktycznie handel ze wschodnim sąsiadem, wojna celna z zachodnim; morze pozostawało jedyną drogą dla handlu zagranicznego. Natomiast kwestia obrony rodzącego się stanu posiadania nad Bałtykiem traktowana była z dużo mniejszym entuzjazmem. Złożył się na to szereg przyczyn różnej natury. Przede wszystkim fatalny, skazujący na szybką utratę Wybrzeża w razie zbrojnego konfliktu z Niemcami, zarys granic, nie sprzyjał absolutnie umacnianiu się przekonania o niezbędności silnej marynarki wojennej. Stworzenie silnej floty pochłonęłoby olbrzymie sumy, na które Polska nie mogła sobie pozwolić, zwłaszcza na tle wielu innych, nie mniej palących potrzeb. Mimo, iż wydatki na wojsko pochłaniały jedną trzecią budżetu państwowego, okazały się niewystarczające, jak dowiódł tego tragiczny wrzesień, a zwiększać ich już. nie było można. Polska była przez całe międzywojenne dwudziestolecie porażona słabością gospodarczą; stanowiło to konsekwencję panującego wtedy układu stosunków społeczno-ekonomicznych i politycznych. W tych warunkach budowa floty złożonej z pancerników, krążowników i innych niezbędnych okrętów była więc nie do pomyślenia, tym bardziej, że brakło stoczni, a uprzemysłowienie kraju nie osiągnęło wysokiego stopnia rozwoju. Chcąc natomiast zamawiać okręty za granicą — a tak było w rzeczywistości, choć w ograniczonych rozmiarach — Polska nie tylko nie odczuwała jedynego pozytywnego przejściowego wpływu, jaki dają zbrojenia, a mianowicie ożywienia przemysłu (m.in. Amerykanie i Szwedzi budowali okręty wojenne w ramach walki z bezrobociem), lecz jeszcze na dodatek pozbawiała się skromnych zasobów tak potrzebnych dewiz. Z tych wszystkich względów tworzenie marynarki postępowało bardzo wolno, natrafiając wiele zrozumiałych trudności i oporów. Przypatrzmy się teraz, jak przebiegała rozbudowa naszej floty w latach międzywojennych. Pierwszymi jednostkami pod banderą wojenną były uzbrojone statki rzeczne i motorówki Flotylli Wiślanej, a potem i Flotylli Pińskiej, powstałej w wyniku aktualnych potrzeb frontowych (Flotyllę Wiślaną rozwiązano w 1926 roku, natomiast Flotylla Pińska, wzbogacona o jednostki wiślane istniała do 1939 roku). Pierwszą jednostką morską był "Pomorzanin", stary i niewielki statek, zakupiony w początku 1920 roku, a następnie przystosowany do celów hydrograficznych. Małymi wprawdzie, lecz już zasługującymi na miano okrętów wojennych były dwie kanonierki o wyporności 342 t, kupione w Finlandii w początku 1921 roku; nosiły one nazwy ,"Generał Haller" i "Komendant Piłsudski". Jednocześnie zakupiono w Danii cztery małe trałowce, dawniej niemieckie, pochodzące z lat wojny. Służyły one przez następne dziesięć lat w polskiej flocie jako "Czajka", "Mewa", "Jaskółka" i "Rybitwa". Kupiono wtedy również mały okręcik strażniczy "Myśliwy". Latem tegoż roku przybyły do Polski przyznane nam decyzją Rady Ambasadorów z podziału cesarskiej floty niemieckiej torpedowce, którym nadano nazwy "Kaszub", "Krakowiak", "Kujawiak", "Mazur", "Ślązak" i "Góral" (przemianowany wkrótce na "Podhalanin"). Były to okręty nieduże, o wyporności 335—365 ton, zbudowane również w latach pierwszej wojny światowej. Wymagały one poważnego remontu i instalacji uzbrojenia, które w przyszłości składało się z l lub 2 dział 75 mm i 2 wyrzutni torped 457 mm. W tym samym roku doszły zamówione w gdańskiej stoczni 4 monitory rzeczne — "Warszawa", "Pińsk", "Horodyszcze" i "Mozyrz" (przemianowany potem na "Toruń").
|
|
Mimo tych nabytków nad marynarką wojenną zarysowało się w tym roku groźne niebezpieczeństwo. Urzędujący wówczas minister Skarbu, borykając się z trudnościami finansowymi zażądał likwidacji marynarki wojennej i - zaprzestania prac nad stworzeniem marynarki handlowej. Po długotrwałych kontrowersjach zwyciężyła wreszcie opinia ministra Spraw Wojskowych, zatrzymującego nadal marynarkę wojenną w swoich kompetencjach (istniał nawet projekt, aby całość spraw morskich przekazać ministrowi Przemysłu i Handlu — do tego resortu przeszły tylko sprawy marynarki handlowej). Kolejna reorganizacja naczelnych władz marynarki wojennej umocniła jej pozycję. Dotychczasowy Departament dla Spraw Morskich przekształcono w Kierownictwo Marynarki Wojennej, wchodzące w skład Ministerstwa Spraw Wojskowych i sprawujące funkcje dowództwa w odniesieniu do części składowych marynarki wojennej, którymi określono dowództwa, okręty wojenne, oddziały, szkoły, urzędy, zakłady i porty wojenne z odpowiednimi środkami technicznymi i konstrukcyjnymi. Równolegle z posunięciami organizacyjnymi i zakupami okrętów prowadzono działalność szkoleniową, w wyniku której miała powstać kadra oficerska i podoficerska. M.in. w 1922 roku przekształcono dotychczasowe "Tymczasowe Kursy Instruktorskie dla Oficerów Marynarki Wojennej" w "Oficerską Szkołę Marynarki Wojennej", przemianowaną z kolei w 1928 roku na "Szkołę Podchorążych Marynarki Wojennej". W następnym pięcioleciu nabytki marynarki były skromne. Ograniczano się do zakupu tylko najpotrzebniejszych okrętów. Kupiono w tym czasie dwa transportowce "Warta" (przekazany później marynarce handlowej) i "Wilia", żaglowy szkuner szkolny "Iskra" oraz stary francuski krążownik "d'Entrecasteaux", służący odtąd jako koszary pod nazwą "Bałtyk". Dla Flotylli rzecznej stocznia Zieleniewskiego w Krakowie wybudowała dwa monitory "Kraków" i "Wilno". Marynarka poniosła w tym czasie pierwszą stratę — w lipcu 1925 roku zatonął w Gdańsku torpedowiec "Kaszub". Zapowiedzią pomyślniejszej dla marynarki wojennej przyszłości było zamówienie w 1926 roku we Francji dwóch nowoczesnych niszczycieli "Wicher" i "Burza" oraz trzech okrętów podwodnych "Wilk", "Ryś" i "Żbik". Niszczyciele miały po 1540 ton wyporności i uzbrojone były w 4 działa 130 mm, 2 działka przeciwlotnicze 40 mm, 6 wyrzutni torped 55 cm i dwa miotacze bomb głębinowych, szybkość okrętów dochodziła do 33 węzłów. Okręty podwodne miały 980/1250 ton wyporności, uzbrojone były w l działo 100 mm, 8 wyrzutni torped 55 cm, a mogły także stawiać miny. Były to pierwsze okręty bojowe naszej floty, dotychczasowe bowiem jednostki nadawały się tylko do służby przybrzeżnej i szkolenia personelu, natomiast ich walory bojowe były równe niemal zeru. Nowe okręty weszły w skład floty w latach 1930—32. Na następne jednostki trzeba było czekać znów kilka lat. W 1934 roku rozpoczęto we Francji budowę stawiacza min "Gryf" o wyporności 2250 ton i uzbrojonego w 6 dział 120 mm; był on gotowy dopiero w początku 1938 roku. Nieco wcześniej ukończono w Anglii budowę dwóch zamówionych w 1935 roku dużych niszczycieli "Grom" i "Błyskawica" o wyporności 2144 tony, z których każdy był uzbrojony w 7 dział 120 mm, 4 działka przeciwlotnicze 40 mm, 8 wyrzutni torped 533 mm i miotacze bomb głębinowych. Warsztaty Portowe Marynarki Wojennej w Gdyni i stocznia w Modli-nie dostarczyły w latach 1935—38 sześć małych trałowców po 185 ton. którym nadano tradycyjne już nazwy ptaków — "Jaskółka", "Mewa", "Czajka", "Rybitwa", "Czapla", "Żuraw". W miarę napływu nowych jednostek wycofywano stare. Ten los spotkał stare poniemieckie trałowce, z których tylko jeden ,"Mewa" został przerobiony na okręt hydrograficzny i przechrzczony na "Pomorzanin" (stary "Pomorzanin" już się nie nadawał do dalszej służby). Skreślono także trzy stare torpedowce "Podhalanin", "Krakowiak" i "Ślązak". Krótko przed wojną zasiliły flotę dwa okręty podwodne zbudowane w Holandii - "Orzeł" (koszty budowy pokryły składki społeczeństwa) i "Sęp", duże jednostki o wyporności 1100/1460 ton, silniej uzbrojone w wyrzutnie torpedowe niż poprzednie okręty oraz znacznie szybsze — na powierzchni rozwijały ok. 20 węzłów ("Wilki" tylko-14 w.), pod wodą zaś ok. 10 w. Następne stadium rozbudowy przerwała wojna. W stoczniach francuskich zamówiono dwa okręty podwodne, w Anglii zaś trzy ścigacze. W nowo powstającej Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni miano rozpocząć jesienią 1939 roku budowę dwóch niszczycieli "Huragan" i "Orkan". Łączny tonaż polskiej floty w chwili wybuchu II wojny światowej wynosił — nie licząc jednostek bez wartości bojowej — 17225 ton. W takich to szczupłych rozmiarach i .o niezbyt szczęśliwej strukturze — bez ścigaczy i kutrów torpedowych, z archaicznym lotnictwem morskim, nie zdolnym do działań, niezbyt trafnie dobranymi typami okrętów, nie broniona od strony lądu — flota polska weszła do ciężkiej próby wojennej, trwającej 68 długich miesięcy. |
| << poprzedni | Artykuły z Morza | nastepny >> |
|
|
||
![]()