Intro Artykuły ORP Błyskawica Ekspozycje Modele Literatura Galeria Quiz Linki Forum

Napięta sytuacja polityczna na Dalekim Wschodzie i realna groźba zbrojnego konfliktu z Japonią skłoniły w 1941 r. brytyjską Admiralicję do wzmocnienia swoich sił morskich w tym rejonie. Skierowano tam HMS "Prince of Wales" pod flagą admirała Toma Phillipsa1 . Do pancernika miały dołączyć inne wielkie okręty przebywające na Oceanie Indyjskim. Ostatecznie jednak nowo utworzony zespół "Siła Z" ("Force Z") zasilony został tylko przez krążownik liniowy HMS "Repulse". Oba okręty zawinęły 2 grudnia do Singapuru, by stamtąd roztaczać opiekę nad azjatyckimi interesami Imperium.

Skład "Siły Z" nie był przypadkowy. Miała to być silna i szybka eskadra, zdolna do zaskakujących rajdów. "Prince of Wales" (w służbie od 31 marca 1941 r.) był wówczas najnowszym pancernikiem Royal Navy2, wsławionym niedawnym pojedynkiem z niemieckim "Bismarckiem". Przy wyporności 36 750 ton, rozwijał dość duża - jak na pancernik - prędkość 28 węzłów. Dysponował 10 działami 14-calowymi (356 mm), 16 uniwersalnymi działami kalibru 5,25 cala (133 mm) oraz szybkostrzelną bronią przeciwlotnicza - 49 działkami 40 mm i 7 dziatkami 20 mm. Szczególnie starannie zaprojektowano i rozplanowano zabezpieczenie defensywne pancernika - pancerz wieź artylerii głównej miał grubość 15-16 cali (381- 406 mm), pokładu - 5-6 cali (127-152 mm), natomiast burt na linii wodnej chroniły długie 170-metrowe pasy pancerne o grubości dochodzącej do 14-15 cali (356 - 381 mm), które miały zabezpieczać okręt przed skutkami wybuchów min lub torped.

"Repulse'" był co prawda okrętem znacznie starszym, pamiętającym jeszcze lata I wojny światowej, ale w okresie międzywojennym przeszedł dwukrotnie modernizację i uchodził za jednostkę o dużych walorach bojowych. Był trochę mniejszy od flagowego pancernika ,"Force Z" - wypierał 32 000 ton, rozwijał podobna prędkość maksymalna - ok. 28-29 węzłów. Jego artyleria główna to 6 dział kalibru 15 cali (381 mm). Mankamentem "Repulse"' było znacznie słabsze opancerzenie. Z założenia oba brytyjskie olbrzymy, pełniąc rolę "floty trwającej", (fleet in beeing) miały raczej odstraszać przeciwnika, przekonywać go, że Wielka Brytania będzie z pełną determinacją bronić swojej pozycji w tej części świata. Jednakże w razie japońskiego ataku, gdyby nadarzały się ku temu dogodne okazje "Siła Z" mogła szybkimi wypadami paraliżować operacje przeciwnika.

Przybycie do Singapuru potężnych okrętów brytyjskich wywołało poważne zaniepokojenie zarówno w sztabie japońskiej Połączonej Floty, jak i Komendzie Wojskowej3. Silna eskadra Anglików mogła zagrozić realizacji misternie przy gotowanego planu zdobycia Półwyspu Malajskiego, dlatego należało ją bezwzględnie unieszkodliwić. Nie mając w dyspozycji odpowiednich okrętów, naczelny dowódca Połączonej Floty admirał Yamamoto Isoroku4 postanowił posłużyć się lotnictwem Cesarskiej Marynarki Wojennej. Błyskawicznie przerzucono zatem do Indochin Francuskich dodatkowo trzy kompanie średnich maszyn uderzeniowych, które wzmocniły stacjonujący na lotniskach pod Sajgonem Oddział Lotnictwa. Jego dowódca, kontradmirał Matsunaga Sadaichi, dostał więc pod swoje rozkazy aż 144 maszyny bojowe (nie licząc samolotów rezerwowych), z których główną siłę stanowiło 99 dwusilnikowych maszyn torpedowo-bombowych wchodzących w skład jedenastu kompanii jednostek powietrznych .,Genzan" ,,Mihoro" i ,,Kanoya". Pierwsze dwie jednostki były wyposażone w lądowe samoloty uderzeniowe wz. 96, które miały już za sobą kilkuletni staż bojowy w walkach nad Chinami, natomiast jednostka powietrzna "Kanoya" dysponowała lądowymi samolotami uderzeniowymi wz. l, maszynami całkiem nowego typu, o większej prędkości maksymalnej 230 - 240 węzłów (426 - 445 km/h) w porównaniu z 201- 211 węzłów (372 - 391 km/h) maszyn wzoru 96. Ogromnym atutem tych samolotów był ich zasięg przekraczający 2 000 mil morskich. Przeciw okrętom maszyny te uzbrajano w 800-kilogramowe torpedy bądź bomby o masie od 250 do 800 kg.

Admirał Phillips nie zdawał sobie sprawy z tego, że Japończycy maja w swoim lotnictwie morskim tak nowoczesne samoloty, skonstruowane specjalnie do atakowania jednostek pływających i zdolne do uderzeń na odległość ponad 500 mil. Nie wiedział też, na co stać japońskich lotników. W przeciwnym razie nie odważyłby się prawdopodobnie na żadna zaczepną akcję w obronie Malajów. Wieść o zbombardowaniu przez japońskie samoloty amerykańskiej bazy Pearl Harbor na Hawajach zbiegła się z doniesieniami o pierwszych japońskich desantach na Półwyspie Malajskim po północy 8 grudnia. Jeszcze tego samego dnia Phillips opracował plan kontruderzenia, a wieczorem “Prince of Wales" wraz z "Repulse" wymknęły się z bazy i w asyście czterech niszczycieli ruszyły na północ. Nadarzała się okazja przyłapania Japończyków w trakcie wyładowywania wojsk na lad, odcięcia ich zaopatrzenia. Realizacja tego planu możliwa była tylko przy osiągnięciu całkowitego zaskoczenia. Bez niego wyprawa stałaby się dość ryzykowna, zważywszy, że "Siłą Z" pozbawiona była osłony myśliwskiej, a przeciwnik dysponował samolotami dalekiego zasięgu. o czym brytyjski admirał zdążył się już naocznie przekonać podczas nocnego japońskiego nalotu w pierwszym dniu wojny na singapurskie lotniska i inne obiekty wojskowe.

Tymczasem po południu 9 grudnia eskadra Royal Navy została wypatrzona przez japoński okręt podwodny. Nieprzyjaciel wyszedł w morze ! Kontradmirał Matsunaga tylko czekał na taką informację! Operacyjna łączność Japończyków działała jednak dość słabo i odpowiedni meldunek dotarł do Sajgonu z dużym opóźnieniem. Tak więc, pomimo natychmiastowego przezbrojenia samolotów w torpedy, start maszyn nastąpił dopiero wieczorem. Rozpoczęło się polowanie.

Phillips już wcześniej zrezygnował z uderzenia na japońskie desanty, ponieważ odpadł główny warunek powodzenia operacji - zaskoczenie, gdyż zorientował się, że jego okręty zostały wykryte przez trzy japońskie wodnopłatowce. Skwapliwie wykorzystał natomiast ciemności nocy, by zmylić krążące nad jego zespołem maszyny rozpoznawcze, a następnie obrał kurs powrotny. W nocy japońskie maszyny uderzeniowe nie zdołały odnaleźć brytyjskich okrętów. Odebrawszy meldunek o lądowaniu wojsk przeciwnika pod Kuantan, admirał Phillips natychmiast skierował się w ten rejon - wszak znajdował się on niemal w połowie drogi do Singapuru. Niestety informacja o japońskim desancie okazała się nieprawdziwa i przez nią Brytyjczycy stracili prawie dziesięć godzin na zboczenie z pierwotnego kursu. Skutek tego był tragiczny.

Japońskie samoloty, które 10 grudnia wystartowały z zadaniem poszukiwania nieprzyjaciela, już od świtu patrolowały wody malajskie i tuż po godz. 10.00 jeden z nich odnalazł w końcu wrogą eskadrę. W eter poszło: ..... WIDAĆ NIEPRZYJACIELSKIE SIŁY GŁÓWNE ...". Brytyjczycy sądzili zapewne, że upłynie 4 - 5 godzin, zanim Japońskie samoloty bazujące pod Sajgonem wystartują i dotrą w rejon Kuantan. Nie wie-dzieli, że uderzeniowe eskadry "morskich orłów", jak zwano w Japonii lotników marynarki, już od rana były w powietrzu. Dlatego pojawienie się samolotów przeciwnika nie więcej niż po upływie półtorej godziny od odkrycia "Siły Z" było całkowitym zaskoczeniem.

Najbliżej okrętów brytyjskich znajdowała się uzbrojona w 250-kilogramowe bomby jedna kompania jednostki powietrznej "Mihoro". Osiem lądowych samolotów uderzeniowych wz. 96, przywitanych gwałtownym ogniem przeciwlotniczym, zrzuciło pierwsza wiązkę bomb o godz. 11.45 i uzyskało jedno trafienie w "Repulse". Bomba uderzyła w hangar dla wodnosamolotów nie czyniąc jednak zbyt dużych szkód, a wzniecony wybuchem pożar udało się rychło zlokalizować.

Kwadrans później uderzyły dwie kompanie samolotów jednostki "Genzan". Te miały podwieszone pod kadłubami torpedy. Rozdzieliwszy się, dziewięć skierowało się ku flagowemu "Prince of Wales" i "ulokowało" w jego kadłubie dwie torpedy. Jedno z trafień okazało się fatalne - uszkodzony został ster i jeden z wałów śrubowych. Pancernik stracił sterowność i prędkość, przechylił się o ponad 10 stopni. Natomiast sześć innych maszyn japońskich obrało za cel "Repulse". Krążownik liniowy zręcznymi zwrotami zdołał jednak uniknąć torped, a także sześciu bomb zrzuconych przez te same samoloty, które trafiły go wcześniej.

Nie minęło dziesięć minut, jak nadleciało osiem uzbrojonych w torpedy średnich maszyn uderzeniowych z jednostki "Minuro". Atakowany z dwóch stron "Repulse" znów uniknął trafień dzięki udanym manewrom. Prowadzono zeń przez cały czas wściekły ogień przeciwlotniczy, ale był on niezbyt skuteczny...

Po ostatniej akcji samolotów japońskich artylerzyści na okrętach brytyjskich mogli odpocząć zaledwie dwadzieścia minut, bowiem od zachodu nadlatywało dwadzieścia sześć uzbrojonych w torpedy lądowych samolotów uderzeniowych wzoru 1 - trzy kompanie jednostki "Kanoya" dowodzone przez komandora podporucznika Miyauchi Shichizo. Był to mistrzowski i - jak się okazało - decydujący atak. przeprowadzony pomysłowo, niekonwencjonalnie. Poważnie raniony na początku bitwy "Prince of Wales" stał się teraz celem sześciu samolotów. Cztery kolejne wybuchy wstrząsnęły okrętem. "Repulse" tym razem był bezradny. Jedenaście maszyn oznaczonych czerwonymi kołami wschodzącego słońca podchodziło z kilku kierunków. U burt krążownika liniowego wyrosły wielkie słupy wody. W chwilę później dziewięć kolejnych samolotów z 3 kompanii natarto znowu z dwóch stron - kolejne torpedy rozpruły burty okrętu. "Repulse" został pokonany - zaczął kłaść się szybko na burtę i o godz. 12.33 (w niespełna dziesięć minut po pierwszych trafieniach torpedami) pogrążył się w falach.

W tej samej chwili nad miejscem bitwy znalazły się ostatnie maszyny japońskie. z jednostki "Mihoro" niosące półtoratonowe bomby. Osiem samolotów obrało za cel unoszący się jeszcze na powierzchni flagowy okręt admirała Philnpsa i "ulokowało" w nim jedną bombę5. Dziewięć innych maszyn celowało kiepsko: śmiercionośny ładunek spadł w znacznej odległości od atakowanych okrętów.

Po ostatnich trafieniach torpedami "Prince of Wales" był już tylko niemal bezwładnie dryfującym wrakiem. Po dwóch godzinach od rozpoczęcia bitwy, a czterdziestu minutach od ugodzenia ostatnimi torpedami, wielki okręt przewrócił się i zniknął pod wodą. Pogrzebane zostały brytyjskie nadzieje na utrzymanie dalekowschodnich kolonii na Malajach.

Upadło też dotychczasowe przekonanie o decydującej roli pancerników w wojnie morskiej. Przez lata okręty tej klasy tworzyły trzon największych flot świata, a ich liczba była symbolicznym i faktycznym miernikiem siły morskich potęg. Grube opancerzenie i potężna artyleria o wielkim zasięgu czyniły je niepokonanymi w starciu z okrętami innych klas. Ufając we wszechmoc wielkich okrętów artyleryjskich, nie dostrzegano wszakże wzrastającej bardzo szybko siły bojowej niesłychanie dynamicznie rozwijającego się w okresie międzywojennym lotnictwa. W przededniu II wojny światowej osiągnęło ono wystarczający poziom, by móc zadawać ciosy szybkie i niespodziewane, a nade wszystko na tyle skuteczne, by wytrącać z akcji nawet pancerniki. Zwolennicy tych ostatnich dominowali jednak w dowództwach flot. Co więcej, nie przekonały ich do końca nawet rezultaty brytyjskiego nalotu na Tarent, ani japońskiego na Pearl Harbor. Twierdzili bowiem, że pancerniki zatopiono tam w specyficznych okolicznościach, porównywalnych do “morderstwa w alkowie" - atakowane okręty stały na kotwicy, nie mając możliwości manewru, a tym samym uniknięcia ciosów. Jednakże po brytyjskiej klęsce na wodach malajskich entuzjastom pancerników zabrakło argumentów.

Bitwa pod Kuantan stała się symbolem narodzin ery lotnictwa w działaniach bojowych na morzu.

TOMASZ KOT

1) - ściślej "czasowy admirał" (Acting Vice Admirał)
2) - najnowszy w chwili sformowania "Force Z", ponieważ jeszcze przed wybuchem wojny z Japonią, w listopadzie, ukończono budowę jego bliźniaka "Duke of York"
3) - odpowiednik generalnego sztabu marynarki
4) - zgodnie z japońskim zwyczajem: najpierw nazwisko, a potem imię
5) - ostatecznie "Prince of Walcs" został trafiony 6 torpedami i 1 bombą 500 kg (nie licząc dwóch pobliskich wybuchów), natomiast "Repulse" - 1 bombą 250 kg oraz 5-4 torpedami. Japończycy stracili w walce 3 samoloty, czwarty lądował przymusowo, wiele maszyn odniosło znaczne uszkodzenia

 

<< poprzedni Artykuły z Morza nastepny >>