Intro Artykuły ORP Błyskawica Ekspozycje Modele Literatura Galeria Quiz Linki Forum

OPERACJA “Wiking" — atak na skupiska brytyjskich kutrów rybackich v rejonie słynnej Ławicy Doggerbank — miał na celu zniszczenie lub zdobycie j at największej liczby tych jednostek, świetnie nadających się do służby patrolowej, zwalczania okrętów podwodnych oraz trałowania min, i w tej roli szeroko wykorzystywanych przez Anglików już podczas I wojny światowej.

W południe 22 lutego 1940 roku 6 niszczycieli opuściło Wilhelmshaven, kierując się na północny zachód. Ich powietrzną osłonę stanowiło kilka kluczy samolotów myśliwskich, które jednak rychło znalazły się na granicy swego promienia działania i zawróciły. Ponadto kilka samolotów lotnictwa morskiego przeprowadziło — podobnie jak w dniach poprzednich — rozpoznanie rejonu na południe i wschód od Doggerbank, nie spostrzegając tam żadnych jednostek Royal Navy.

Wkrótce potem, o 12.18 sztab Marinegruppe West poinformowany został przez dowódcę operującego nad Zatoką Niemiecką 10 korpusu lotniczego, gen. por. Geislera, o zamierzeniach na drugą połowę dnia. Obejmowały one loty bombowców do wschodnich wybrzeży Anglii między Lowestof a Spurn Head, z zadaniem atakowania konwojów oraz wszelkiego rodzaj u samotnie płynących jednostek. Inne maszyny miały rozpoznawać rejon Firth of Forth. Aż do późnych godzin wieczornych niemieckie samoloty operować miały nad akwenem Morza Północnego.

Całokształt współpracy między hitlerowską flotą a lotnictwem pozostawiał wiele do życzenia; brak było wzajemnego zaufania i zrozumienia, a w związku z tym i wytycznych współdziałania na szczeblu taktycznym, a nawet jednolitych kodów i map. Dlatego też dowódca 10 korpusu lotniczego dowiedział się o operacji morskiej w jego rejonie działania dopiero około godziny 17.00, gdy sztab Marinegruppe West zażądał na ranek 23 lutego osłony powietrznej dla kilku jednostek, które będą wracać z akcji. Na pytanie — postawione o godz. 17.35 — czy okręty te znajdują się już na morzu, padła odpowiedź twierdząca.

Sztab gen. Geislera skontaktował się natychmiast z dowództwem 26 pułku bombowego. Okazało się jednak, że jest już za późno: “Osiem He-111 z 2 dywizjonu wystartowało z lotniska Neumunster między 17.40 a 18.18. Maszyny są już daleko nad morzem i nie mamy z nimi łączności". O sytuacji poinformowany został natychmiast sztab Marinegruppe West, który jednak nie powiadomił dowódcy zespołu niszczycieli o grożącym mu zaatakowaniu przez własne samoloty.

O godz. 18.08 niszczyciele osiągnęły a wschodni kraniec tzw. obszaru zakazanego, na którym niemieckie siły powietrzne i morskie miały rozkaz atakować bez ostrzeżenia każdy napotkany okręt czy statek. Utrzymując kurs 300° zespół płynął w głąb obszaru 3 kierując się ku Doggerbank.

Załoga Heinkla-111 oznaczonego literami TE—LQ dostrzegła o 19.45 na wysokości Terschelling kilka jednostek średniej wielkości, płynących bez świateł pozycyjnych. Ponieważ obserwator samolotu nie był pewien, czy chodzi tu o szybkie frachtowce czy też o okręty wojenne, samolot zaczął krążyć na wysokości 1300 metrów.

Niszczyciel "Leberecht Mass

Obserwatorzy na niszczycielu “Leberecht Maass" pierwsi dostrzegli nadlatujący samolot. Zameldowawszy o tym dowódcy zespołu, dowódca okrętu dał rozkaz otwarcia ognia ze wszystkich dział przeciwlotniczych. Wyniki pierwszego nalotu — biorąc pod uwagę zapadające ciemności — wystawiły niezłe świadectwo poziomowi wyszkolenia załogi Heinkla-111: jedna 50-kilogramowa bomba trafiła ostatnią jednostkę zespołu, którą był właśnie “Leberecht Maass". w przednią część kadłuba, dwie bomby eksplodowały na śródokręciu. W chwilę potem, o 19.56 na niszczycielu nastąpiły potężne eksplozje kotłów i amunicji, okręt przełamał się na dwoje i natychmiast zatonął.

Pozostałe niszczyciele zawróciły i przystąpiły do ratowania rozbitków. “Erich Koellner" wyłowił 60 marynarzy. Akcja ta spowodowała jednak całkowite rozbicie szyku flotylli. Niszczyciele stały z zastopowanymi maszynami, albo krążyły z minimalną prędkością. Od tego momentu meldunki obu zainteresowanych stron stają się niejasne, a późniejsze relacje — sprzeczne. Ulrich Isaak — historyk z NRD podaje, że samolot zrzucił z kolei serię bomb na niszczyciel “Max Schultz". O 20.05 okręt zniknął w chmurze gigantycznej eksplozji. Cala 308-osobowa załoga zginęła na miejscu. Inna wersja głosi, iż niszczyciel ten uciekając przed atakiem powietrznym wszedł na angielskie pole minowe i zatonął na skutek wybuchu miny.

Niszczyciel "Max Schultz"

Inni autorzy, opierając się na tym, że “Erich Koellner" dał w tym czasie sygnał alarmu podwodnego, twierdzą, iż “Max Schultz" został storpedowany przez okręt podwodny. W każdym razie po jego zatonięciu niszczyciele wzięły kurs na południowy wschód i z maksymalną prędkością oddaliły się z miejsca katastrofy.

W dowództwie 10 korpusu lotniczego nie miano .następnego dnia jasnego obrazu zaszłych wydarzeń. Jak podaje Ulrich Issak, oficer informacyjny korpusu przesłał do dowództwa Luftwaffe meldunek: “O 18.00 8 samolotów wyleciało na rozpoznanie obszaru między ujściem Tamizy a Firt of Forth. Około 20.00 dokonały one ataku na płynące bez świateł uzbrojone frachtowce (3000 do 4000 ton) na wysokości Terschelling". W dalszym ciągu meldunek podawał, że jeden z samolotów został ostrzelany, dwukrotnie atakował, zaobserwowano trafienia oraz eksplozje, w wyniku czego “...przynajmniej jeden statek należy uważać za zatopiony".

Do meldunku nie przywiązywano początkowo większej wagi i dopiero gdy l flotylla niszczycieli powróciła z morza, meldując stratę 2 okrętów i 540 ludzi (w tym obu dowódców: kmdr. ppor. Bassenge i kmdr. ppor. Trampedach) w rejonie kwadratu 6954 — rozszalała się burza. Naczelne Dowództwo Wehrmachtu wysłało specjalną komisję dochodzeniową. Zbyt wielu jednak sztabowych oficerów Kriegsmarine, a częściowo także i Luftwaffe zainteresowanych było w zaciemnieniu sytuacji i ukryciu zarówno winnych, jak też i metod pracy sztabów. W dniu 15 marca przedstawiono więc Hitlerowi enigmatyczny, nie urażający nikogo i posługujący się zakamuflowanymi sformułowaniami raport, który głosił m. in., że “..wysoce prawdopodobną przyczyną zatopienia obu niszczycieli był atak z powietrza".

Pełnej prawdy o tym wydarzeniu nie dowiemy się zapewne nigdy.

 

RAJMUND SZUBAŃSKI

 

<< poprzedni Artykuły z Morza nastepny >>